Start    Aktualności   Artykuły   Galerie   Kontakt

Wspomnienia z obozów AM-EN


Am-En Camp 2016

Lody były pyszne, a farba jak zwykle kolorowa...

Tegoroczny Am-En Camp był piątym w historii i największym liczebnie z dotychczasowych. Mieliśmy 35 polskich nastolatków oraz 13 z Białorusi. Tak więc do angielskiego doszedł jeszcze język rosyjski. Dla młodzieży jednak mnogość języków nie stanowiła problemu – świetnie się dogadywali, ucząc się nowych słów.
Zajęcia językowe prowadzone były przez native speakers z zaprzyjaźnionych kościołów z Indiany oraz Pensylwanii. W ich wysiłkach wsparli ich również Brytyjczycy: Phill i Charlotte. Phill był równocześnie naszym tegorocznym nauczycielem biblijnym. Do zilustrowania swoich wykładów wykorzystywał technikę skeczbordową, co pomagało w skupieniu uwagi, ale też w poznawaniu nowych angielskich słów. Bardzo ekspresyjne nauczanie było bardzo dobrze przyjmowane, obozowicze z zainteresowaniem słuchali, ale też zadawali pytania, z których najważniejszym było to o sens życia zadane przez niewierzącego 16-latka z Mińska.
Oprócz zajęć językowych i biblijnych program obozu wypełniały także spacery, gry i zabawy, wycieczka do skansenu w Górkach, gdzie każdy mógł skosztować wykonanego własnoręcznie podpłomyka, domowego chleba, miodu czy wiejskiego, prawdziwego smalcu. Udało nam się również zdobyć szczyty Grabowej oraz Kotarza, gdzie przy tzw. ołtarzu europejskim wysłuchaliśmy przesłania o ważności bycia przygotowanym na wejście do nieba.
Wieczorami spotykaliśmy się, by wspólnie uwielbiać Boga pieśniami w trzech językach i słuchać ciekawych świadectw Bożego działania w życiu naszych wolontariuszy, obozowiczów czy zaproszonych gości.


Jedna z obozowiczek napisała: „Jak dla mnie, to Am-En Camp w tym roku był bardzo fajny. Wzmocniłam swoją więź z Bogiem, spotkałam starych znajomych i zyskałam nowych. Posłuchałam mega ciekawych kazań, podszkoliłam angielski… Lody jak zwykle były smaczne, a farba kolorowa…” (Monika)


Pod koniec ostatniego wykładu biblijnego padło pytanie o to, kto podczas tego obozu postanowił rozpocząć lub odnowić swoją relację z Chrystusem i wstało prawie 30 obozowiczów! Wiemy na pewno, że jedna z dziewcząt zaufała Panu Jezusowi na obozie. Jej wychowawczyni tak wspomina tę rozmowę: „Dziękuję Bogu za rozmowy z dziewczynami, które wierzę, że zbudowały nie tylko mnie. Szczególnie dziękuję za tę jedną, podczas której całe niebo się radowało, a na zakończenie mogłam powiedzieć: ´Witaj w Bożej rodzinie´!”.

Inna z obozowiczek tak wspomina czas obozu: „Przebywanie w otoczeniu tak wielu życzliwych ludzi jest nie do opisania! Poznałam wiele ciekawych osób: Amerykanów, Brytyjczyków, Białorusinów i oczywiście Polaków. Mimo tego, że pochodziliśmy z różnych stron świata, rozumieliśmy się doskonale. Codziennie działo się coś nowego i zabawnego na zajęciach językowych, sportowych, plastycznych, a także na wycieczkach. Każde rano rozważaliśmy fragment z Pisma Świętego i to był taki dobry start w rozpoczynający się dzień. Mieliśmy też wykłady biblijne prowadzone przez Philla. Przyjacielska atmosfera panowała na obozie przez całych 10 dni”! (Zuzia)

Jako organizator mogę to potwierdzić i dziękować Bogu za tak wspaniałą grupę młodzieży. Bardzo zachęca fakt, że wielu z nich chciałoby przyjechać na ten obóz za rok, chociaż wiek im na to już nie pozwala.

Danuta Pustówka


Dobrze jest poczuć się przydatnym


Początek lipca, zaraz po zakończeniu roku szkolnego, drugi raz z rzędu stał się dla mnie czasem poświęconym na dzielenie się swoim doświadczeniem w wierze z młodymi ludźmi, na rozwijanie umiejętności językowych oraz na dobrą zabawę i sport. A to wszystko działo się w Wiśle Jaworniku na  obozie Am-En Camp 2016. Podobnie jak rok temu, tak i w tym roku obóz chrześcijańsko-językowy wywarł na mnie wyjątkowe wrażenie i ukształtował nowe spojrzenie na oblicze kościoła, który może trwać w jedności pomimo różnorodności.


Zostałem wychowawcą grupy siedmiu wspaniałych chłopaków, którzy przyjechali nie tylko po to, by spotkać nowych i wcześniej poznanych kolegów, ale także by poznawać drogę Bożej mądrości. A w tym roku droga ta prowadziła przez Księgę Przysłów uczącą tego, jak ważna jest bojaźń Boża, pokora, umiłowanie wiedzy i dyscypliny oraz umiejętność słuchania w prawdziwej relacji z Jezusem, która zmienia nas i rzeczywistość wokół nas.


Oczywiście, jeśli chodzi o ten obóz, to przede wszystkim trzeba powiedzieć o aspekcie językowym. W tym roku kolejny raz grupa Amerykanów przybyła specjalnie, by prowadzić zajęcia z języka angielskiego. Tym razem „zorganizowali nam wycieczkę” po wybranych regionach USA. Językiem komunikacji i edukacji był angielski, jednakże dzięki gościom z Białorusi pojawił się również rosyjski. Nie sądziłem, iż ten język obcy, którego uczyłem się w okresie moich lat szkolnych może mi się jeszcze przydać. Choć trudno mi było rozmawiać po rosyjsku, to ze zrozumieniem nie miałem większych problemów.


Dużą tegoroczną niespodzianką oprócz gości z Białorusi był Phill Whiller z Anglii, nasz wykładowca biblijny, który poprzez entuzjastyczny, jasny i treściwy przekaz prawd wiary wzmocniony obrazami malowanymi na tablicy poruszył nas wszystkich. Do mnie osobiście trafiły słowa o potrzebie oddania i zaangażowania (commitment) w kościele i małżeństwie po to, by nie stać się tylko drętwym chrześcijaninem grzejącym ławkę w kościele. Mimo własnych emocjonalnych potrzeb, jakie człowiek posiada, Chrystus uczy zapominania o sobie i oddawania swego czasu, pieniędzy, talentów innym ludziom, a przede wszystkim rodzinie i kościołowi.


W tym roku po raz pierwszy na obóz pojechała ze mną moja córka i bardzo aktywnie i twórczo włączyła się we wszelkie punkty programu. Z jej relacji i moich obserwacji wynika, że była bardzo zadowolona z przebiegu obozu, a słowa zachęty z lekcji biblijnej, jak również zajęcia językowe stały się dla niej użyteczne.


Na tym obozie ja też miałem okazję sprawdzić się w różnych aspektach mojej osobowości: w modlitwie wspólnej i indywidualnej, w pracy z młodzieżą, w posługiwaniu się językiem angielskim, a nawet trochę rosyjskim, w sporcie oraz w graniu na gitarze. Dobrze jest poczuć się przydatnym i jeszcze wiedzieć, że praca ta przysłuży się do budowania Królestwa Bożego. Całe szczęście, że od samego początku w moim sercu było nastawienie, aby nie kierować się osobistymi ambicjami, ale szczerze wypełniać powierzone mi zadania.


Trzeba powiedzieć, że obóz Am-En Camp jest bardzo wszechstronny, gdyż uczy młodzież komunikacji ze sobą i Bogiem, posługiwania się przy tym językiem angielskim, uczy też szacunku do siebie i Boga oraz Jego słowa. Zostało to potwierdzone kilkoma świadectwami młodych ludzi, których życie zaczęło się zmieniać, kiedy zaczęli ufać Jezusowi. Jedni odnaleźli Jezusa na drodze służby poprzez śpiewanie, granie na instrumencie muzycznym, rozwijanie umiejętności językowych, a inni w drodze stali się cierpliwymi uczniami, radosnymi dziećmi Wielkiego Boga, który przez Jezusa swego Syna przygotował nam tę drogę.


Roman (wychowawca grupy)




Wspomnienia uczestniczki Am-En Camp

2 lipca w pełni sił przyjechaliśmy do Wisły Jawornika. Byliśmy gotowi, aby rozpocząć obóz. Po pierwszej sutej, powitalnej kolacji nie obyło się bez wieczorku zapoznawczego, gdzie graliśmy w rozmaite gry.

Następnego dnia zaczęliśmy od cichego czasu (Quiet Time) i na nim codziennie rozważaliśmy jeden Psalm. Myślę, że nikogo to nie zdziwi, jeśli powiem, że codziennie mogliśmy się delektować pysznymi śniadaniami (breakfast), obiadami (lunch) i kolacjami (dinner), które zostały przygotowane przez utalentowane panie kucharki.

Na zajęciach z języka angielskiego zostaliśmy podzieleni na pięć grup zgodnie z predyspozycjami językowymi. Codziennie był jakiś temat przewodni. Każda grupa co dwadzieścia minut miała inne zadanie do wykonania.

Prawie codziennie chodziliśmy na wycieczki. Byliśmy na kręgielni, na basenie, w Wiśle,  dwa razy w górach, na koncercie w Dzięgielowie, ale również często robiliśmy eskapady do sklepu, by kupić rzeczy pierwszej potrzeby (lody, chipsy, cola).

Kiedy nie byliśmy na żadnych wycieczkach, mieliśmy do wyboru zajęcia: plastyka (crafts), bejsbol (baseball) i siatkówka (volleyball).

Na wieczornym programie (evening programe) przychodzili do nas specjalni goście, którzy dzielili się z nami swoimi świadectwami. Na tegorocznym obozie odwiedzili nas: Romowie, grupa chrześcijańskiego wsparcia, pan który uczył nas skeczbordu. Nasi opiekunowie również podzielili się z nami swoimi historiami czy przeżyciami.

Przedostatniego dnia mieliśmy wieczór talentów, na którym przedstawialiśmy przygotowane na zajęciach z angielskiego skecze tematyczne. Później mieliśmy do późnej nocy gry i zabawy pożegnalne. Na koniec zjedliśmy niespodziankę (pizza) przygotowaną przez opiekunów obozu.

Ostatniego ranka obozu przyszedł czas na pożegnanie. Nie obyło się bez łez w oczach: opiekunów, Amerykanów i nas – obozowiczów.

Myślę że tegoroczny obóz należał do szczególnie udanych.

Kornelia

 

kalendarz wydarzeń Konferencje regionalne Poradnik Dobrej Zabawy Poradnik Dobrej Zabawy

Chrześcijańskie Stowarzyszenie Miłość Edukacja Dojrzałość